Andrzej Dylczyk o miłości, rodzinie i pracy. “W biznesie cenię sobie najbardziej uczciwość i wiarygodność”

Skoro ten numer Eventownika poświęciliśmy miłości, nie mogło w nim zabraknąć Andrzeja Dylczyka – twórcy naszej firmy, która powstała właśnie z wielkiej pasji i miłości. W szczerej rozmowie opowiedział nam o tym, co jest dla niego najcenniejsze w życiu i w pracy. Przypomniał wielkie sukcesy swoich podopiecznych i zdradził, co doświadczenia sportowe dały mu w biznesie. „Potrafię tworzyć pozytywne emocje, a handel opiera się właśnie na nich. To zawsze mi się udaje, dlatego że jest autentyczne, prawdziwe”podkreślił.

Czym jest dla pana miłość i co ona wnosi w pańskie życie?

Andrzej Dylczyk: To przede wszystkim rodzina. Od początku ta sama żona i najbardziej kochane dzieci. Rodzina jest podstawą działania, myślenia, rozwoju… Jest fundamentem, opoką.

A jak jest u pana z miłością do pracy?

Jak się kocha życie to kocha się też ludzi. Pierwszym etapem w moim życiu zawodowym była praca trenera. Pracowałem z dziećmi i młodzieżą, później też z osobami dorosłymi. To było absolutne spełnienie się, praca, która dawała nie tylko satysfakcję, ale była bardzo wymierna. Widziałem każdy grymas twarzy moich podopiecznych, ich zmęczenie i przekonanie, że to wszystko ma sens, że warto ciężko pracować – bez względu na warunki, na to, co nas spotyka, niechęć innych ludzi… Wszyscy zachwycają się mistrzami takimi jak Kamil Stoch, ale nikt nie myśli o tym, jaką oni przeszli drogę.

Bo sport to też wiele wyrzeczeń i nie tylko to, co widać na zawodach…

To codzienne dbanie w każdym calu o swoją kondycję. Nie ma zmiłuj się – czy jest mróz, czy deszcz, czy wiatr…

Czyli to też szkoła charakteru. A dziś mamy strasznie dużo bodźców i strasznie mało cierpliwości…

Jest bardzo dużo frustracji, niecierpliwości. Wszyscy szybko biegną,

Jak wyglądało pana przejście ze sportu do biznesu?

Było bardzo ostre. Spotkała mnie zawiść, zazdrość… Moja zawodniczka osiągnęła wielki sukces – dwa złote medale na mistrzostwach świata juniorek w Finlandii. To był pierwszy sukces osoby spoza Skandynawii na takiej imprezie – bieg na orientację jest tam jednym ze sportów narodowych. No i się zaczęło polskie piekło… Musiałem odejść z tej dyscypliny.

Co doświadczenia sportowe dały panu w życiu biznesowym?

Sport uczy odwagi, więc nie bałem się tego, że w wieku 34 lat, mając troje malutkich dzieci i niepracującą żonę musiałem zacząć życie od nowa.  Potrafiłem wejść w głębokie morze. Ale miałem też szczęście…

Wśród pana klientów bardzo szybko znalazły się duże i popularne podmioty – m.in. radio RMF FM.

W pierwszą rocznicę powstania radia Michał Kubik i Wojciech Padjas szukali ciekawego tematu. Wpadli na pomysł, że tym tematem będzie, dlaczego w Polsce ludzie nie biegają. Zostałem zaproszony do nocnej audycji. W pewnym momencie powiedziałem: „Niczego nie oczekuję od Was, dajcie tylko antenę i zobaczycie, że Polacy będą biegać” – i tak się stało. Jogging z RMF FM był wielkim hitem. Przy bardzo złej pogodzie uczestniczyło w nim minimum 70 osób, a przy pięknej – prawie 500. Później pozwolono mi zorganizować event rekreacyjno-sportowy pod Kopcem Kościuszki. Przyjechało na niego ponad 30 tys. osób. Sparaliżowałem pół Krakowa.

Brzmi to spektakularnie.

A było robione bez pieniędzy!

Przez założoną przez pana firmę przewinęło się mnóstwo osób, które osiągnęły wielkie sukcesy. Wymieńmy choć kilka z nich.

W swojej firmie chciałem kontynuować poprzednią pracę – promować zdrowy styl życia, aktywność, uśmiech, radość. Dlatego założyłem grupę akrobatyczno-taneczną. Miałem w niej fantastyczne nazwiska. Janusz Biały – kilkakrotny mistrz Polski w tańcach latynoamerykańskich, Ewa Szary – czwarta tancerka Polski, Kasia Kaliszewska – jedna z najlepszych polskich gimnastyczek sportowych… Później znalazłem Kamilę Porczyk – była szósta w kraju, po pół roku została mistrzynią Europy w fitnessie, a w następnym zdobyła mistrzostwo świata… Nasza grupa to był miks mistrzów i osób mniej doświadczonych, które kochały ruch, taniec, gimnastykę… Była też Alina Nowak – w Krakowie były setki innych tancerek, ale ja dostrzegłem w niej talent – była niesamowita. Dzisiaj mam ogromną satysfakcję, bo właśnie ona jest aktualną mistrzynią Polski w tańcach latynoamerykańskich i jedną z najlepszych tancerek na świecie.

To musiało być duże wyzwanie – stworzyć przestrzeń do rozwoju dla ludzi z różnym poziomem zaawansowania, doświadczenia, z różnymi życiowymi historiami. Czego to pana nauczyło? Co dali panu ci młodzi ludzie?

Dali mi piękno, które tworzyli – niesamowite, nieopisane piękno ruchu. To był unikatowy miks. Czegoś podobnego nie było wtedy na rynku. Oni inspirowali się wzajemnie, tworzyły się niesamowite przyjaźnie. Mnóstwo osób z tej grupy zaistniało potem w takich programach jak „Taniec z gwiazdami”, „Mam talent”, „Jaka to melodia” – to m.in. Sławomir Turski, Anna Filipowska i Dorota Thomas. To pokazuje, na jakim byli poziomie.

Jest to też dowód na to, że udało się panu to, o czym w biznesie marzą chyba wszyscy – wyprzedzić pewien trend, rynkowe zapotrzebowanie.

Tak, ale dla mnie najbardziej fascynujące było co innego. Bez celebrytów potrafiłem gromadzić na eventach po kilkadziesiąt tysięcy ludzi i ich utrzymać. To było niezwykłe. Wszystko działo się w przestrzeniach handlowych. Jak się zebrało absolutnych mistrzów z poszczególnych dziedzin i było to szczere, prawdziwe to wszystkich zatrzymywało.

Dużo miejsca poświęciliśmy historii. A jakie pan ma dzisiaj plany i marzenia związane z rozwojem firmy?

Jestem szczęściarzem, bo mam Maję, która uczestniczy w tym projekcie już bardzo długo. Przeszła całą drogę eventową, obserwowała, uczyła się. To jest chyba mój największy sukces. Ja czułem tamten czas, a Maja czuje wyzwania nowego czasu.

A czego panu dzisiaj najbardziej brakuje w świecie biznesu?

Jestem spełnionym człowiekiem. Co miałem zrobić to już zrobiłem – teraz trzymam kciuki za moje córki, żeby się rozwijały, spełniały swoje marzenia. Trzymam kciuki za cały zespół młodych ludzi pracujący w naszej firmie. A w biznesie cenię sobie najbardziej uczciwość i wiarygodność. Jeśli czegoś nie potrafimy zrobić – nie podejmujmy się tego. Ja potrafię tworzyć pozytywne emocje, a handel opiera się właśnie na nich. To zawsze mi się udaje, dlatego że jest autentyczne, prawdziwe.

Menu